Szukany produkt
 
Wydawnictwo 

Kategorie

 
 

Informacje

 
 
Andrzej Grzybowski polski historyzm współczesny
Andrzej Grzybowski polski historyzm współczesny
Pierwszy na rynku wydawniczym album dotyczący twórczości wybitnego polskiego architekta

 

Autor: Maciej Loba
Tytuł: Andrzej Grzybowski polski historyzm współczesny
Rok wydania: 2008
Miejsce wydania: Rzeszów
Oprawa: miękka
Format: 190x275 mm
Ilość stron: 211
Międzynarodowy Standardowy Numer Książki: ISBN 978-83-89891-49-5
Wydawnictwo: Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu
 
  • Opis
  • Spis treści
 

ANDRZEJ GRZYBOWSKI POLSKI HISTORYZM WSPÓŁCZESNY

MACIEJ LOBA (ur. 1977), studiował prawo na Uniwersytecie Łódzkim, architekturę na Politechnice Łódzkiej i historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się relacjami pomiędzy sztuką klasyczną a współczesną oraz teorią architektury. Mieszka w Łodzi.

„Andrzej Grzybowski. Polski historyzm współczesny" to pierwszy na rynku wydawniczym album dotyczący twórczości wybitnego polskiego architekta, Andrzeja Grzybowskiego.

Andrzej Grzybowski znany jest jako aktor, rysownik, instruktor książek związanych z hippologią, projektant mieszkań, ale przede wszystkim zasłynął jako wielkiej klasy architekt. Do tej pory nie doczekał się jednak Grzybowski żadnego opracowania ani monografii. Przedstawiony został w niniejszej książce skrótowy zapis historii ruchu tradycyjnego w architekturze światowej i dzieje historyzmu w Polsce określające ramy, w które doskonale wpisała się niezwykła i nieszablonowa postać tego architekta-aktora.

Autor – Maciej Loba – wskazuje na różnice dzielące warsztat Grzybowskiego od warsztatów innych architektów, próbujących tworzyć w podobnej konwencji – tu bezsprzecznie sytuuje się Grzybowski w światowej czołówce twórców-tradycjonalistów. Ewenement Grzybowskiego polega na jego wyjątkowości, wykształceniu architektonicznym oraz ogromnym wyczuciu detalu. Loba zwraca uwagę m.in. na znakomite projekty, dzięki którym Grzybowski uzyskał aprobatę krytyków, historyków sztuki oraz konserwatorów zabytków. Projekty Sali Muzycznej, tronów królewskich, Sali Owalnej, trumny dla Stanisława Augusta, Sypialni Królewskiej, Willi przy ul. Kościelnej w Konstancinie – to tylko kilka największych, spośród wszystkich omówionych w albumie projektów, dzięki którym Andrzej Grzybowski zyskał miano „Architekta Królewskiego”. Oprócz „kanonu” Loba wymienia także inne, znacznie mniejsze projekty. Wśród nich wylicza te powstałe jako zjawisko tzw. „stylu dworkowego” (dom w Jeziorach Wielkich, Willa w Zalesiu Dolnym) oraz te, które nie doczekały się realizacji (dwór Olsza, Pałac Wierzbickich w Woli Chojanatej).

Jest to pierwsze całościowe ujęcie projektów Andrzeja Grzybowskiego oraz ich realizacji. To jedyne kompendium wiedzy na temat twórczości architekta-tradycjonalisty, który wciąż czeka na uznanie za pełnoprawnego artystę.

Całości dopełniają ilustracje, zdjęcia projektów wykonanych przez Andrzeja Grzybowskiego.

Ewenement Grzybowskiego polega, po pierwsze — na jego wyjątkowości, porównań szukać by należało bądź za granicą, bądź pośród poprzednich pokoleń klasycznie kształconych architektów, po drugie — na jego ogromnym wykształceniu architektonicznym, wyczuciu i świadomości detalu, po trzecie wreszcie — na utożsamieniu się archiekta-aktora z tworzonym dziełem. Grzybowski projektując przybiera pozę, zakłada maskę, wchodzi w rolę architekta. Wówczas staje się podobny takim architektom amatorom, jak: Tytus Działyński, Stanisław Kostka Potocki czy lord Burlington. Wówczas, niczym aktor starej szkoły Stanisławskiego, buduje rolę projektanta rozplanowującego ziemiańską siedzibę, a robi to w oparciu o swoją osobowość i wszystkie poza-architektoniczne pasje. Tym samym Grzybowski dystansuje każdą, hipotetyczną nawet, konkurencję.

Raptem pojąłem receptę na takiego olśniewającego wizjonera... Ma on być koniecznie, nieodzownie AKTOREM. Musi być aktorem, i to dobrym, wytrawnym aktorem. Tyle tylko, aż tyle, że nie używa akurat sceny, kostiumu, rekwizytu i czyjegoś tekstu, jeno arkuszy papieru, liniałów, cyrkli, farbek, tudzież potężnej, przytłaczającej erudycji, absolutnego słuchu budowlanego, ma być architectissimus. Wyposażenie więc odmienne, sens wciąż jednaki - zagrać kogoś. Bezbłędnie, sugestywnie, bez żadnej alternatywy dla widza zagrać rzeczonego Faceta w tużurku, gdy w gabinecie Działyńskiego ustala, że wygląd siedziby będzie obronny i strzelisty, ale biało malowany i z kuraskami do zimnej oraz gorącej wody w marmurowej łazience, plus piękna sypialnia dla pani hrabiny. (...) Conradem, który napisał moje najukochańsze zdanie: „Bo wszystko stoi na i a r c i e". Ano właśnie. Pałacyk w Zosinie :o kunsztowny, przepyszny żart, zagrany przez Wirtuoza imitacji emocji człowieczych, aktora, urodzonego aktora. (...) Eto jak wyśnić co stanowi o uroku fortecznej 3aszty, zawierającej buduar baronowej? I to baszty nie adaptowanej, lecz dla pani baronowej wzniesionej usłużnie wedle jej smaku...
Szymon Kobyliński, 3 XII 2000 (korespondencja z Andrzejem Grzybowskim)

Autor niniejszej publikacji, historyk sztuki, przedstawia sylwetkę i dokonania twórcze wyjątkowej postaci: Andrzeja Grzybowskiego - aktora, znawcy i praktyka jeździectwa, które to pasje w wielu aspektach uwiecznia na swych rysunkach, a przede wszystkim projektanta wnętrz i architektury tradycyjnej. W tym zakresie Grzybowski, będąc artystą-samoukiem, osiągnął rezultaty przewyższające prace utytułowanych stopniami naukowymi zawodowców. Wielki, nieustannie rozwijany, wrodzony talent plastyczny, rozległa wiedza historyczna, ogromna pracowitość i niebywała precyzja przy opracowywaniu najdrobniejszych detali projektów, czynią zeń najwyższej klasy specjalistę w tak trudnej dziedzinie, jaką jest współcześnie tworzenie architektury odwołującej się do dawnych stylów.

Wielostronność działań Andrzeja Grzybowskiego była dotychczas znana i podziwiana przez niezbyt liczny krąg historyków sztuki, miłośników hippologii, zleceniodawców renowacji lub wznoszenia prywatnych siedzib mieszkalnych oraz przyjaciół Artysty, obdarowywanych korespondencją z wyszukanym kaligraficznym pismem, ozdobioną lekkim rysunkiem konia bądź zaprzęgu. Zwiedzający Zamek Królewski w Warszawie przeważnie nie wiedzą, że rekonstrukcje tronów Stanisława Augusta czy wygląd wspaniałego łoża w królewskiej sypialni, a także prozaiczna, lecz odznaczająca się wysmakowaną elegancją skrzynia na ochraniacze do obuwia to efekt gruntownych studiów źródłoznawczych i umiejętności plastycznych tego projektanta.

Z satysfakcją należy zatem przyjąć doskonale opracowaną książkę Macieja Loby, mając nadzieję na szersze zaistnienie i należyte docenienie dorobku Andrzeja Grzybowskiego wśród odbiorców wrażliwych na wysokiej rangi artystycznej i wielkiej wartości historyczno-poznawczej dokonania tego twórcy wyjątkowego działu współczesnej polskiej sztuki i kultury. Niezrozumiany i niedoceniany przez kolejne pokolenia polskich architektów, często nadal wiernych brzydko starzejącemu się funkcjonalizmowi lub niechlujnemu postmodernizmowi, Andrzej Grzybowski godzien jest słów z XII księgi „Pana Tadeusza":

Ach, to może ostatni patrzcie, patrzcie młodzi,
Może ostatni, co tak poloneza wodzi!
Oby wodził jak najdłużej i oby nie był ostatni...

W latach siedemdziesiątych XX wieku nastąpiła zmiana kursu politycznego w państwach anglosaskich. Thatcheryzm w Wielkiej Brytanii i reaganomika w USA ożywiły rynek, przysparzając kapitału klasie średniej - największej grupie potencjalnych inwestorów budowlanych. Wzrost koniunktury na rynku dał impuls do rozwoju nowych form w architekturze. Na tym tle wykształcał się postmodernizm - architektura koniunktury i dobrobytu.

Jednocześnie, równolegle do wielkich zamówień publicznych i postmodernistycznych eksperymentów, z boku oficjalnej twórczości, niejako „pod prąd" - funkcjonował nurt budownictwa z użyciem tradycyjnych materiałów i rozwiązań, którego architektura
jawnie historyzująca jest istotną częścią.

Obok postmodernistów działali tacy twórcy, jak Quinlan Terry w Wielkiej Brytanii czy Alan Greenberg w USA. Zwrócono na nich uwagę podczas dyskusji rozgorzałej w środowiskach brytyjskich architektów w latach osiemdziesiątych, w której wziął udział Karol książę Walii. Dyskusja ta ujawniła istnienie nurtu trwającego nieprzerwanie, jeszcze na marginesie modernizmu.

Nie można było dłużej nie dostrzegać czegoś, co funkcjonowało i stało w opozycji do całej modernistycznej i - jak się okazało - również postmodernistycznej architektury współczesnej. Nie miał zatem racji prof. Charles A. Jencks, iż nie można tworzyć tak, jakby modernizmu nie było.

Książka niniejsza ma na celu osadzenie twórczości architektonicznej Andrzeja Grzybowskiego w należnym jej kontekście historycznym i artystycznym. Skrótowy zarys historii ruchu tradycyjnego w architekturze światowej i dzieje historyzmu w Polsce, wraz z epizodem socrealistycznym oraz ruchem konserwatorskim po II wojnie światowej - określają ramy, w które wpasowała się niezwykła i nieszablonowa postać architekta-aktora.

Celem jest także zwrócenie uwagi na różnice dzielące warsztat Grzybowskiego12 od warsztatów innych architektów, próbujących tworzyć w podobnej konwencji, co w zestawieniu z wiedzą historyczną i wyczuciem detalu Grzybowskiego - niezaprzeczalnie zapewnia mu czołowe miejsce pośród najlepszych.

Fenomen nurtu tradycyjnego polegał i polega na tym, że funkcjonował obok modernistów i nie miał z nimi nic wspólnego, a jest (i był od początku) nieprzerwanie dla nich alternatywą. Nowoczesność w architekturze nie może dłużej być traktowana jako zjawisko jednorodne i niepodzielne - zwracał uwagę w swoim traktacie „Architektura - wybór czy przeznaczenie" Leon Krier - przeciwnie, jest ono nieodwracalnie pluralistyczne i obejmuje koncepcje nie tylko różne, ale i sprzeczne.

W Polsce dodatkowo tradycja architektury historycznej wzbogacona jest o doświadczenie socrealizmu i choć trudno nie zgadzać się z założeniem czynionym przez Waldemara Baraniewskiego, że socrealizm był raczej doświadczeniem natury etycznej niż estetycznej, nie sposób nie zauważyć cienia, jaki prąd ten położył na odbiorze nowoczesnej architektury klasycznej w świadomości całego pokolenia powojennych architektów.

W latach osiemdziesiątych, mniej więcej w czasie dyskusji w Wielkiej Brytanii, Tadeusz S. Jaroszewski zwrócił uwagę na zjawisko architektury historycznej powstającej w PRL-u na prywatne zamówienia. Wtedy też po raz pierwszy padło nazwisko Andrzeja Grzybowskiego. Nie był on jednak traktowany poważnie przez innych historyków architektury - to ze względu na ogólną niechęć do architektury porządków i stylów (architektury niezbyt szczęśliwie egzemplikowanej przez „cygańskie" pałace z prefabrykowanym detalem, powstające na przedmieściach wielkich miast) - to znów ze względu na domniemany brak kompetencji architekta, będącego z wykształcenia aktorem dramatycznym, na dodatek czynnym zawodowo.

Kolejne lata przyniosły liczne realizacje architektoniczne takich architektów, jak Marek Skrzyński -powstające na fali przemian ustrojowych po roku 1989, a odwołujące się do szeroko pojmowanej tradycji w architekturze. Paradoksalnie zaciemniły one dodatkowo obraz krajowej sceny architektonicznej. Polska stała poza orbitą wspomnianej dyskusji, toczącej się w prasie brytyjskiej i amerykańskiej, owocującej powstaniem grup i stowarzyszeń architektów-klasycystów. Rodzimi krytycy, nie zagłębiając się w poszczególne nurty, określili Skrzyńskiego głównym reprezentantem stylu nazywanego roboczo Nowym Narodowym Romantyzmem, do którego to bezceremonialnie włączono również Grzybowskiego. Następnym krokiem było już tylko uznanie całej architektury neoromantyzmu narodowego za złą i pozbawioną smaku, by wyłączyć ją z badań innych niż socjologiczne. W tej sytuacji - stawiając pokraczny dworek z katalogu w opozycji do modernistycznej architektury nowej Warszawskiej Giełdy Stanisława Fiszera - rozprawiono się z historyzmem w architekturze.

Tymczasem postać Andrzeja Grzybowskiego, dystansująca niewspółmiernie postaci innych architektów działających w nurcie tradycyjnym w Polsce, nie doczekała się pełnego opracowania. Tadeusz S. Jaroszewski w kilku artykułach i publikacjach omawiał jego twórczość i zmagania z władzami konserwatorskimi, nie nadając jej jednak szerszego kontekstu11. Grzybowski, wytrzymując porównanie ze ścisłą światową czołówką architektów tradycjonalistów, nadal czeka na uznanie przez rodzimych krytyków i historyków sztuki za pełnoprawnego artystę. Odmawiając miejsca architekturze tradycyjnej i marginalizując jej znaczenie, odmawia się miejsca i jemu.

Data dodania produktu: 15 marzec 2011.